Nasza prosta historia

A jednak nie do końca….

Mój syn Kasper obecnie szczęśliwy i pełen życia ośmiolatek urodził się jako wcześniak w ósmym miesiącu ciąży, lekarze walczyli o jego życie.

Po trzech tygodniach spędzonych w szpitalu na Oddziale Intensywnej Terapii wrócił do domu i to właśnie jest początek naszej historii.

Kasprowi nigdy nie przeszkadzał hałas. Był dzieckiem spokojnym a wieku, w którym  większość dzieci już zaczynała porozumiewać się większą ilością słów on używał tylko tych najbardziej podstawowych. Kasper rósł a my staraliśmy się jak najwięcej do niego mówić, rozmawiać z nim tak aby jego  słownictwo powiększało się, i faktycznie pojawiały się nowe słowa, których używał, ale pojawił się kolejny powód do niepokoju. Nasz syn nie reagował podczas, gdy był przez nas wołany.

I tak też zaczęły się nasze ,,wycieczki” po lekarzach. Próbowaliśmy znaleźć przyczynę choć nie zawsze byliśmy traktowani poważnie i wysłuchiwani. Aż do momentu, gdy trafiliśmy na wspaniałego lekarza, który odpowiednio nas pokierował i nie twierdził, że są to tylko wymysły rodziców i dziadków.

To, że znaleźliśmy się pod dobra opieką to był dla nas cud, bo Kasper został zakwalifikowany do wszczepienia implantu. Pozostało jednak oczekiwanie na termin, wiec, aby dziecko nie żyło w tzw. ,,świecie ciszy” postanowiono, że na ten czas zostaną mu przydzielone aparaty słuchowe, które niestety nie dawały zbyt wiele bo poziom niedosłuchu był ogromny.

W końcu nadszedł ten upragniony dzień i Kasper miał operacje wszczepienia implantu, niestety późno ponieważ miał wówczas pięć lat ale dla nas było to bardzo ważne wydarzenie, pomimo według nas, bardzo dużej ilości straconego czasu.

Kasper po wszczepieniu obecnie jednego implantu, ponieważ na drugim uchu nosi aparat słuchowy, jest dzieckiem pogodnym, bardzo dobrze się rozwija, chodzi do szkoły, i tutaj dla niektórych może być zdziwieniem, że pomimo późnej implantacji oraz swego rodzaju deficytu poszedł do pierwszej klasy jako sześciolatek i doskonale sobie radzi.

Oczywiście te wszystkie wydarzenia, które następowały po kolei wymagały od nas, osób najbliższych, rodziców, dziadków, ogromnej dozy cierpliwości i przyzwyczajenia do sytuacji, która nam się przytrafiła. Dziś już wiemy, że warto było czekać i warto było walczyć o to co dziś osiągnął Kasper, warto było walczyć o jego szczęście!!!