Historia Wiktorii

Niedosłuch nie jest u nas uwarunkowany genetycznie. Krótko przed 2 rokiem życia córki zaczęłam podejrzewać, że może być coś nie tak ze słuchem Wiktorii. Poszliśmy po skierowanie do lekarza pediatry i w ciągu miesiąca mieliśmy badania w poradni specjalistycznej. Potwierdziły się moje przypuszczenia. Wiktoria miała głęboki ubytek 80-90 dB…

Wówczas dostaliśmy kontakt do dr. Marii Dreli. Córeczka została natychmiast aparatowana przez Panią Doktor w maju 2011 roku. Wtedy też trafiliśmy do Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy na następne badanie. We wrześniu mieliśmy kwalifikację do implantu, ponieważ w naszym przypadku aparaty nie przynosiły oczekiwanego rezultatu. Liczył się czas, praktycznie każdy dzień, każda chwila, żeby dziecko mogło się normalnie rozwijać.

W puli został ostatni implant, przeznaczony dla starszego chłopca, który już rozwinął mowę. Pan Doktor w szpitalu zawalczył o nasze dziecko, przeprowadził rozmowę z rodzicami chłopca, żeby jeszcze troszeczkę poczekali i implant dostała Wiktoria. Wszczep miała 27.10.2011r. To nam dało siłę i „wiatru w żagle.” Zaczęła się intensywna rehabilitacja, przy ogromnym zaangażowaniu i pomocy naszych cudownych pań logopedek z tutejszego ośrodka PZG.

Wiktoria zaczęła robić ogromne postępy w rozwoju percepcji słuchowej i mowy. Poszła do publicznego przedszkola, gdzie dobrze sobie radziła. Miała jednak problem z lokalizacją dźwięku. Zaczęliśmy myśleć o drugim implancie dla niej. Wiktoria sama mówiła, że chciałaby słyszeć na oba uszka. Zgłosiliśmy się na kwalifikację i w kwietniu 2015r. córka otrzymała drugi implant. Świetnie się złożyło, bo we wrześniu jako 6- latka zaczęła edukację w ogólnodostępnej szkole podstawowej, słysząc już obustronnie.

Implanty dały jej szansę na normalne funkcjonowanie. Dzięki nim pięknie mówi, kontaktuje się z nami werbalnie, potrafi słuchać, skoncentrować się na lekcji. Jest pogodną, rezolutną dziewczynką, chętnie nawiązuje kontakty z rówieśnikami. Płynnie czyta, śpiewa piosenki, pisze dyktanda ze słuchu, uczy się z powodzeniem języka angielskiego. Prawidłowo wystukuje rytm, uwielbia muzykę. Uczy się gry na keyboardzie. Chętnie też stawia czoła wyzwaniom – bierze udział w rozmaitych konkursach: recytatorskich, logopedycznych i często wraca z nich z jakimś „trofeum”.

Mieliśmy ogromne szczęście, że żyjemy w czasach rozwiniętej medycyny, która dała nam dobrodziejstwo w postaci implantów ślimakowych i, że spotkaliśmy na naszej drodze ludzi i lekarzy z powołania, z pasją i empatią.