Historia Lucyny

Implant słuchowy mam od grudnia 2009. Słuch zaczęłam tracić, jako 10 letnia dziewczynka. Pani na kolonii zauważyła, że nie reaguję tak jak powinnam na to, co się do mnie mówi.

Przekazała uwagi rodzicom i od tamtej pory rozpoczęto badania i leczenie. Niestety do dziś nie wiem, co jest przyczyną tego, że zaczęłam gorzej słyszeć. Praktycznie od razu miałam zalecony aparat słuchowy. Mimo tego słuch się pogarszał, wykres – spadał. Okres moich problemów ze słuchem przypadł na dzieciństwo, młodość, okres nauki, początki pracy zawodowej. Miałam problemy w szkole, problemy z porozumiewaniem się, z notowaniem wiadomości na lekcjach – bardzo nieciekawy czas. Z roku na rok coraz gorzej. Ze słuchem, z samopoczuciem. 10 lat temu będąc w szpitalu w Poznaniu na ul. Przybyszewskiego dr. Karlik zaproponował mi wszczep implantu słuchowego. Pierwszą moją reakcją to był strach, obawa czy będzie lepiej, czy sobie nie zaszkodzę. Dziś wiem, że wszczep implantu to najlepsze, co mnie w życiu spotkało:)

Operacja odbyła się pod narkozą, zasnęłam, obudziłam się. Miałam zabandażowaną głowę, kilka szwów – mimo wszystko czułam się dobrze.

Jednak miesiąc musiałam jeszcze poczekać na podłączenie procesora – rana musiała się zagoić.

W końcu pierwsze podłączenie i… chaos w głowie. Głosy, dźwięki, szumy. Z czasem zaczęłam rozróżniać dźwięki, uczyłam się słuchać od nowa.

Tłuszcz skwierczał, obierana marchewka chrobotała:) Mój syn trzaskał drzwiami – do tej pory mi to nie przeszkadzało, po prostu tego nie słyszałam. No i nadal mi to nie przeszkadza. Mój syn trzaska drzwiami i ja to słyszę, coś wspaniałego!!

Cieszę się z każdego usłyszanego dźwięku, żyje mi się o wiele lepiej – jestem samodzielna, niezależna, czuję się bezpieczniej, mogę się rozwijać, zdobywać wiedzę, cieszyć się życiem.