Ania urodziła się 25.09.2005r. w 25tc. Ważyła 715g. Walka o jej życie toczyła się trzy miesiące. Wszyscy bardzo baliśmy się o nią, ale nigdy nie straciliśmy nadziei że będzie dobrze. W dniu wypisu córeczka ważyła 2100g. To było najmniejsze a zarazem największe szczęście naszego życia. Godzinami wpatrywaliśmy się w nią i każdy na swój sposób przeżywał to co od urodzenia nasza Anulka musiała przejść 🙁

Pierwsze badania przesiewowe słuchu Ani odbyły się gdy miała  2,5 m-ca, gdy leżała na oddziale intensywnej terapii. Kolejne, 6 dni później. Oba badania wyszły negatywnie o czym nawet nie byłam poinformowana, nie było o tym nawet wspomniane w karcie wypisowej. Przy wyjściu ze szpitala nakazano jak najszybciej zrobienie badań w Klinice. Po 1,5 m-c po wypisie ze szpitala wyznaczono termin badania o wyniku którym po raz kolejny nie zostałam poinformowana. Gdy zaczęłam dopytywać dostałam odpowiedź „powtórzymy badanie za 3 miesiące i zobaczymy czy się poprawiło”. Pani doktor nie patrząc mi w oczy wręczyła mi ulotkę Jurka Owsiaka o badaniach przesiewowych. Wyszłam z gabinetu nie wiedząc co robić. Z drżącymi rękami i ze łzami w oczach czytałam ulotkę w której było napisane że „Gdy dziecko zostanie zaaparatowane przed 6 m-cem życia jest w stanie normalnie się rozwiać” Pomyślałam… ”Co będzie jak okaże się przy następnych badaniach że ona nie słyszy? – będzie miała wtedy prawie 8 m-cy”? Zaczęłam bardziej intensywnie, można rzec że nawet paranoicznie, obserwować córeczkę. Obleciał mnie zimny strach gdy uświadomiłam sobie że moje dziecko nie reaguje na trzaskanie drzwi, odkurzanie podczas spania ani grzechotki. Pamiętam że w strachu obdzwoniłam wszystkich lekarzy z którymi miałam do tamtego momentu kontakt prosząc o wskazówki. Nasz kochana Pani Doktor Pediatra, u której ja jako dziecko byłam również leczona powiedziała „ Jest taki Instytut Fizjologii i Patologii Słuchu, zadzwoń tam”. Tak też zrobiłam. Na tamte badania już nie poszłam. Wizyta trzydniowa w Instytucie została wyznaczona gdy Ania miała 5 m-cy. Po dwukrotnych badaniach przeprowadzonych we śnie nocnym stwierdzono obustronny niedosłuch zmysłowo nerwowy. Dostaliśmy zlecenie na aparaty i rehabilitacje.

Jednak aparaty nie dały żadnych korzyści i córka w wieku 9 m-cy została zakwalifikowana do implantu, a na kilka dni przed skończonym rokiem została zaimplantowana. 6 tygodni później Ania odzyskała słuch… nikt nie jest w stanie sobie wyobrazić co wszyscy czuliśmy. Łzy mi leciały jak grochy gdy z tyłu głowy córki zagrzechotałam zabawką, a ona obracała się szukając skąd to dochodzi. Niesamowite uczucie, nawet teraz mam dreszcze jak to piszę. Od tego momentu rozpoczęła się długa rehabilitacja.

Dzisiaj Ania praktycznie niczym nie odbiega od swoich rówieśników. Może jedynie posturą gdyż jest bardzo drobnej budowy ciała. Skończyła przedszkole masowe, teraz chodzi do V klasy szkoły podstawowej, również masowej. I radzi sobie nieźle. Bardzo szybko nawiązuje przyjaźnie, łatwo odnajduje się w nowym środowisku. Procesor stał się jej przyjacielem którego zdobi błyskotkami i kolorowymi naklejkami.  Dzięki niemu możemy wszyscy żyć normalnie. Nasza córka jest całym naszym życiem, a procesor nieodłączną jej częścią. Gdybyśmy mieli jeszcze raz podjąć decyzję o wszczepie była by ona taka sama. Pozdrawiam wszystkich którzy stoją przed podjęciem takiej decyzji i apeluję NIEDOSŁUCH TO NIE WYROK wystarczy zrobić krok na przód i poddać się operacji. Trzymam za was kciuki.